Menu

Pan Kulturalny

Marcin Perfuński

RANKING: 5 katocelebrytów

pankulturalny

5_katocelebryci_720

Pokochali media zanim to było modne, a media pokochały ich. To czasem szorstka miłość, ale dozgonna.

Jedną z zalet bycia dziennikarzem jest posiadanie numerów telefonów komórkowych bezpośrednio do VIP-ów. Mam kilka takich w pamięci swojego smartfona. To bardzo przydaje się zwłaszcza w agencji prasowej, gdy czasami trzeba zareagować natychmiast na jakieś wydarzenie i zebrać gorące komentarze od ekspertów. Przebijanie się w takiej sytuacji przez mur menadżerów czy sekretarek to droga przez mękę, która zwykle kończy się porażką. Nie inaczej jest z szychami w Kościele. Biskupi mają swoich sekretarzy lub kurialistów, których zadaniem jest uprzejme zbycie interesanta na wieki wieków amen.

Na szczęście co bardziej nowocześni duchowni, również kardynałowie i biskupi, posiadają komórki i jeśli czują współczesne media, udostępniają swoje numery dziennikarzom. Wiedzą, że współczesny świat goni za informacją i jeśli dostarczana jest ona z opóźnieniem, przestaje kogokolwiek obchodzić. Czasami kilkugodzinne milczenie, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach, budzi zrozumiałe podejrzenia, że "coś jest na rzeczy". Szybka akcja wymaga szybkiej reakcji i nawet najbardziej błyskotliwe dementi będzie bez znaczenia, jeśli zostanie opublikowane zbyt późno.

Kościół nie jest spod tej zasady wyłączony. Na szczęście świeżo wyświęceni kapłani są już tymi, którzy wychowali się na Facebooku, Twitterze czy YouTubie i wiedzą, co to real time marketing. Potrafią być social media ninjami, a gdy trzeba, zrobią trafnego mema, by na kilka godzin zostać internetowymi mistrzami ciętej riposty. Wieloletni księża jeszcze się tego uczą, ale radzą sobie coraz lepiej. Najtrudniej jest z tymi, których głos jest najbardziej nośny: biskupami, kardynałami, duszpasterzami egzotycznych środowisk czy prowincjałami zakonów - ludźmi starszej daty, którzy nie podchodzą do komputera bez wody święconej.

Na szczęście są wśród nich duchowni, którzy znakomicie wyczuwają media i doskonale potrafią współpracować z dziennikarzami. Mam kilku swoich faworytów.

Po rankingu "5 supernauczycieli" i "5 niegrzecznych z YouTube'a" przyszedł czas na coś z zupełnie innej beczki. Ten post nie jest bynajmniej reakcją na budzący emocje list Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny, choć nie da się ukryć, że w jego kontekście poniżsi kapłani wypadają nadzwyczaj korzystnie. W tym sensie, że o tych samych sprawach potrafią/potrafili komunikować bardziej "do ludzi". Tekst zacząłem pisać przed świętami Bożego Narodzenia, gdy dowiedziałem się o śmierci mojego ukochanego ojca Jana Góry - człowieka, który doskonale umiał posługiwać się mediami jako narzędziami do promowania swoich fantastycznych pomysłów. Tytuł "5 katocelebrytów" może brzmieć pejoratywnie, ale odczytajcie go, proszę, jako próbę przedstawienia ludzi, którzy są znani z tego, że są spójni w sposób totalny - to, co mówią, robią i jak żyją trzyma się kupy i nie ma wątpliwości, że są "twarzami" Kościoła. Aha, to nie jest klasyczny ranking, bo żaden z wymienionych duchownych nie jest lepszy od drugiego. Każdy z nich jest wyjątkowy. 

5. Adam Boniecki

Boniecki_PROST

Kiedyś ksiądz Adam Boniecki wywinął orła na mokrej podłodze i złamał nogę. Wszystko dlatego, że zadzwonił do niego jakiś dziennikarz, a ksiądz Adam był akurat pod prysznicem. A że jest to człowiek mediów, po usłyszeniu dzwonka telefonu słusznie skonstatował, że ktoś potrzebuje jego komentarza. Prysznic poczeka - najpierw obowiązki, potem przyjemności. Ksiądz Adam kuleje do dziś.

Ta historia pokazuje jednak jak bardzo jest on oddany drugiemu człowiekowi. Co ciekawe, nigdy nie ocenia ludzi po ich poglądach, ale patrzy bezpośrednio na osobę - być może dlatego nie miał żadnych oporów, by porozmawiać z Nergalem na targach książki i zrobić z nim sobie zdjęcie. Rozwścieczyło to skrajnych katolików, którzy nawet bułki kupują wyłącznie w piekarniach prowadzonych przez ludzi z aktualną książeczką do spowiedzi... No dobra, trochę popłynąłem, ale to oni zaczęli.

Księdza Adama uwielbiają dziennikarze słynący na co dzień ze swojego antyklerykalizmu, którym wyjaśnia on cierpliwie stanowisko Kościoła. A oni słuchają! Niewielu duchownych cieszy się takim autorytetem w środowisku raczej mało przyjaznym Kościołowi. To ogromna wartość.

4. Tadeusz Pieronek

pieronek_2_PROST

Kiedy Adam Małysz święcił triumfy, wśród dziennikarzy modne było proszenie o komentarz... no, właściwie wszystkich. Każdy celebryta się nadawał, również taki z koloratką. Gdy biskup Tadeusz Pieronek był sekretarzem generalnym Episkopatu Polski, pełni rolę takiego głosu od wszystkiego.

Zadzwoniłem do niego po tym, jak Małysz zdobył kolejne złoto. Było już dobrze po godzinie 21. Biskup najpierw mnie ofukał, że nękam go nawet w takiej niekościelnej sprawie, po czym... dał doskonały komentarz „z głowy”, bez żadnego przygotowania. Zawsze robił to perfekcyjnie.

Słynął z ciętego języka, co nie wszystkim pasowało. Kiedy porównał skrajne feministki do betonu, na który nie działa nawet kwas, w środowiskach lewicowych zawrzało. W złośliwych komentarzach kierowanych przeciwko biskupowi skupiono się jednak niemal wyłącznie na tym jednym porównaniu, nie do końca fortunnym, zamiast na głównej myśli - że w swoich poglądach można się zradykalizować tak bardzo, że będzie się zamkniętym na inny punkt widzenia.

Tymczasem biskup Pieronek to człowiek otwarty na świat i zdecydowanie lubiący ludzi. Potwierdził to swoją obecnością na Przystanku Woodstock w 2012 roku.

3. Jan Chrapek

chrapek_PROST

Pewnego razu doprowadziłem świętej pamięci biskupa Jana Chrapka prawie do łez. Wszystko zaczęło się w 2000 roku od kampanii prezydenckiej, podczas której sztab Mariana Krzaklewskiego upublicznił kontrowersyjne nagranie z udziałem ubiegającego się o reelekcję Aleksandra Kwaśniewskiego, na którym prezydent zachęca swojego sekretarza Marka Siwca do ucałowania ziemi kaliskiej w geście tak charakterystycznym dla papieża Jana Pawła II.

Podniósł się niesamowity rwetes i posypały komentarze zgodnie piętnujące takie zachowanie. Nawet antyklerykalna Monika Olejnik zrugała prezydenta. Biskup Jan Chrapek stwierdził, że polityk tak się zachowujący nie jest godny sprawowania swojej funkcji. Po słowach biskupa Marek Siwiec złożył dymisję. Od razu zadzwoniłem do biskupa Jana i mu o tym powiedziałem. A ten - zamiast święcić chwile triumfu - zmartwił się. Było mu strasznie głupio i przykro. Jego nagrana wypowiedź składała się głównie z milczenia, westchnień i pociągnięć nosem. W końcu nic nie napisaliśmy. Pamiętam to jego przejęcie się - totalnie mnie rozbroił.

Był moim wykładowcą pod koniec lat 90. i uczył mądrego komunikowania. Zależało mu na tym, by dziennikarze pomagali zrozumieć świat, a także na tyle, na ile da się to zrobić za pośrednictwem mediów, budować między ludźmi wspólnotę. Dzisiaj brzmi to jak sen naiwnego idealisty, ale on w to mocno wierzył. Dużo zostało we mnie z tamtych wykładów...

Biskup Jan zginął w 2001 roku w wypadku samochodowym w Starych Sieklukach, gdy wracał z Warszawy do swojego ukochanego Radomia. Prawdopodobnie zasłabł za kierownicą ze zmęczenia. Nie miał szofera, prowadził auto sam.

2. Józef Życiński

zycinski_2_PROST

To był najtęższy mózg polskiego Episkopatu. Profesor filozofii, autor ponad 50 książek, erudyta. Chętnie dyskutował z piewcami współczesnych nurtów filozoficznych, zaginając ich na każdym kroku. Imponował wiedzą, a jednocześnie ogromną skromnością. Mając świadomość tego, że przewyższa intelektem 99 procent swoich rozmówców, nie dawał im jednak tego odczuć, tylko słuchał, odpowiadał, słuchał, odpowiadał... Może dlatego tak często pojawiał się na łamach pism, które inni księża omijali z daleka, np. "Gazety Wyborczej" czy "Polityki".

Myliłby się jednak ten, kto by sugerował, że arcybiskup Życiński sympatyzuje z komunistami czy antyklerykałami. Potrafił im się odgryźć, jak zwykle błyskotliwie, np. w 2004 roku oburzony powiedział: "Nazywanie generała Kiszczaka człowiekiem honoru urąga semantyce języka polskiego". Gdyby żył dzisiaj, co chwilę pojawiałyby się memy z jego ciętymi ripostami. Zmarł nagle w 2011 w Rzymie na zawał serca.

Ja jednak zapamiętałem go od zupełnie innej strony. Gdy pracowałem w Katolickiej Agencji Informacyjnej, arcybiskup zasiadał w Radzie Programowej KAI. Przynajmniej raz w roku spotykaliśmy się na wspólnej mszy. Mogłem obserwować jego zatopienie w modlitwie i posłuchać słów mówionych niby z ambony, a jednak tak bardziej do nas.

Raz odpłynął. Mówił akurat o celibacie. Oczy mu się zaszkliły, wzrok wbił w pustkę gdzieś za naszymi plecami. Nagle wyparował natchniony, jakby recytował jakiś wiersz: "Biała mewa unosząca się nad bezkresem oceanu. Celibat - czujesz, że żyjesz!". Początkowo podśmiewywaliśmy się z tych słów, ale sądzę, że był w tym szczery - on na serio i z zachwytem przeżywał kapłaństwo! Wielki intelektualista absolutnie zakochany w Bogu i Kościele. Taki był... 

1. Jan Góra

gora_PROST1

Są cztery osoby, które potrafią stworzyć coś z niczego - Trójca Święta i ojciec Jan Góra. Taki żart krążył o zmarłym 21 grudnia 2015 roku słynnym dominikaninie. Z ojcem Janem Górą jest taki problem, że czego bym o nim nie napisał, to będzie za mało. Ale spróbujmy.

Ksiądz totalnie oddany młodzieży, bo od 1977 roku bez przerwy będący ich duszpasterzem. Założyciel dominikańskiego ośrodka akademickiego na górze Jamna, zbudowanego na zgliszczach wioski spacyfikowanej przez hitlerowców w 1944 roku. Współorganizator VI Światowych Dni Młodzieży, które odbyły się z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze w 1991 roku. To wtedy napisał hymn "Abba Ojcze", tak chętnie śpiewany do dzisiaj.

Jednak oczkiem w jego głowie były spotkania młodzieży Lednica 2000, organizowane rokrocznie od 1997 roku. Oddał się tej sprawie bez reszty. By je organizować, chodził po firmach, sponsorach, osobach prywatnych i żebrał o każdy grosz, a nawet posuwał się do "okradania" samego papieża. To z tego "złodziejstwa" powstał nad jeziorem lednickim Dom Jana Pawła II, w którym znajduje się muzeum m.in. z rzeczami "złupionymi" z Watykanu: kielich, mitra, ornat i czerwone buty papieża, a także laska, z którą Jan Paweł II chodził po górach oraz gumowe buty i wiosło - pamiątki ze spływów kajakowych Karola Wojtyły z młodzieżą.

Ojciec Jan chętnie współpracował z mediami, sprytnie owijając nas wokół swoich palców, byśmy jak najwięcej pisali o Lednicy. Trzeba jednak przyznać, że żyliśmy w idealnej symbiozie, bo w razie czego można było liczyć na jego komentarz. Był pod telefonem właściwie zawsze i udzielał odpowiedzi z marszu. Czasami dosłownie z marszu, bo potem okazywało się, że akurat niósł jakiś worek czy belkę, ale "skoro już dzwonisz, to odpowiem". To były komentarze na wskroś chrześcijańskie, przesiąknięte zachwytem nad Bogiem i człowiekiem. Porywające. Chciało się ich słuchać więcej i więcej. Nie pamiętam, by odnosił się w nich do bieżących wydarzeń politycznych. Nie obchodziły go. Bo czym jest jakaś tam polityka wobec wieczności?

Mam małą satysfakcję, że do portfolio mogę sobie wrzucić książkę pt. "Lednica Górą! Elementarz Ojca Jana", napisaną wspólnie z nim i kilkoma innymi redaktorami.

Cholernie mi go brakuje...

* * *

Wszystkie powyższe anegdoty zostały spisane w dobrej wierze. Są prawdziwe i pochodzą głównie z pamięci autora. To źródło wątpliwej jakości, ale aktualnie nie mam lepszego. Moim celem było wyróżnienie ludzi, których cenię i którzy odegrali ważną rolę w różnych momentach mojego życia. Jeśli kogoś uraziłem, przepraszam. A jeśli napisałem nieprawdę, chętnie sprostuję.

Źródła zdjęć:

Adam Boniecki: Piotr Drabik/Wikimedia Commons

Tadeusz Pieronek: Ralf Lotys (Sicherlich)/Wikimedia Commons

Jan Chrapek: Diecezja Toruńska

Józef Życiński: Ryszard Hołubowicz - lublin.com.pl/Wikimedia Commons

Jan Góra: dominikanie.pl

 

Pozdrawiam!

Marcin Perfuński

pankulturalny@gazeta.pl

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • ampolion

    1A: Bp. Grzegorz Ryś

  • Gość: [K.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Brakuje ks. prof. Michała Hellera.

  • Gość: [M. Krzysztof Bukowski] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Wszyscy zaprezentowani "katocelebryci" - bez zastrzeżeń, brakuje mi tu jednak Osoby, którą bez cienia wątpliwości umieściłbym na pierwszym miejscu: Ks. Prof. Józefa Tischnera.

  • kozmo1

    Trochę ta lista wydaje się niepełna.
    Po pierwsze, brakuje na niej ks. prof. Tischnera, który jako pierwszy docenił znaczenie mediów (i bardzo go dzisiaj brakuje). Brakuje też np. o. Zięby (który na przełomie wieków był częstym gościem mediów), ks. Lemańskiego, o. Knabita czy o. Knotza (który po swojej książce o seksie był gościem w każdej telewizji).
    Po drugie, bardzo niestety, ta lista to jednak lista historyczna. Strasznie brak części osób, ich kultury i umysłu.
    Po trzecie, zestawienie przedstawia księży i biskupów tej otwartej części Kościoła. Tymczasem, ich popularność nie może się nawet równać popularności biskupów i księży z tej drugiej strony. Dziś nr 1 jest - czy tego chcemy, czy nie - ojciec Tadeusz, który jak rasowy celebryta ma miejsce także w popkulturze. Ale przecież też ks. Jankowski (z jego szopkami), biskup Mering zawsze gotowy do ataku czy suspendowany ks. Natanek.

© Pan Kulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci